CELEBRITY
Daniel Olbrychski zwyzywany w tramwaju. Pasażerowie nie mogli mu tego wybaczyć
Daniel Olbrychski należy do grona najbardziej rozpoznawalnych polskich aktorów. Przez lata stworzył dziesiątki niezapomnianych kreacji, ale jedna z nich początkowo wywołała ogromne emocje. Aktor wspominał nawet sytuację, w której został publicznie zaatakowany słownie w tramwaju.
Chodziło o jego udział w ekranizacji „Potopu” Henryka Sienkiewicza. Olbrychski otrzymał rolę Andrzeja Kmicica, jednak nie wszyscy widzowie byli przekonani, że właśnie on powinien wcielić się w tę postać.
Widzowie mieli mu za złe wcześniejszą rolę
Problem wynikał przede wszystkim z wcześniejszego występu aktora w „Panu Wołodyjowskim”. Olbrychski zagrał tam Azję Tuhajbejowicza — postać będącą przeciwnikiem bohaterów.
Dla części widzów granica między aktorem a graną przez niego postacią najwyraźniej się zatarła. Kiedy więc dowiedzieli się, że Olbrychski ma zostać Kmicicem, nie kryli niezadowolenia.
Szokująca scena w tramwaju
Jedno z takich spotkań miało mieć miejsce w tramwaju. Aktor wspominał, że po wejściu do pojazdu spotkał się z bardzo nieprzyjemną reakcją pasażerów.
Niektórzy mieli go obrażać, a część osób demonstracyjnie opuściła tramwaj. Dla młodego wówczas aktora sytuacja była wyjątkowo bolesna. Popularność, którą przyniosły mu wcześniejsze role, nagle zamieniła się w powód do publicznego ataku.
Olbrychski przyznawał, że doświadczenie to mocno na niego wpłynęło. Pojawiły się nawet wątpliwości, czy powinien kontynuować pracę nad „Potopem”.
Ostatecznie stworzył kultową kreację
Historia potoczyła się jednak zupełnie inaczej. Olbrychski nie zrezygnował z roli, a jego interpretacja Andrzeja Kmicica przeszła do historii polskiego kina.
Film Jerzego Hoffmana z 1974 roku stał się wielkim sukcesem, a kreacja Olbrychskiego jest do dziś uznawana za jedną z jego najważniejszych ról.
Cała historia pokazuje, jak silne emocje potrafiły kiedyś wywoływać ekranowe postacie. Widzowie byli tak zaangażowani w świat przedstawiony, że niektórzy przenosili swoje emocje z filmu na życie prywatne aktorów.
Dziś trudno sobie wyobrazić, aby ktoś został publicznie obrażany wyłącznie dlatego, że przekonująco zagrał czarny charakter. W przypadku Daniela Olbrychskiego właśnie taka sytuacja miała jednak miejsce — a paradoksalnie wszystko to poprzedziło jedną z jego najbardziej znanych ról.