CELEBRITY
Dominika Clarke zgłosiła się na komisariat. Wszystko przez nagranie z jazdy tuk-tukiem
Dominika Clarke, znana przede wszystkim jako mama pięcioraczków z Horyńca, znalazła się ostatnio w centrum zainteresowania z powodu nagrania opublikowanego w mediach społecznościowych. Influencerka pokazała moment, w którym prowadziła tuk-tuka, jednocześnie trzymając w ręku telefon.
Nagranie szybko wywołało reakcje internautów. Jedna z osób zdecydowała się zgłosić sprawę lokalnym służbom, a informacja o wysłanym zgłoszeniu dotarła do Clarke. Jak relacjonowała później sama zainteresowana, dopiero wtedy spojrzała na całe zdarzenie z innej perspektywy.
„Hejterzy mieli rację”
Clarke przyznała, że początkowo traktowała nagranie jako niewinną i zabawną sytuację. Po otrzymaniu informacji o zgłoszeniu uznała jednak, że jej zachowanie było niewłaściwe i że nie powinna go usprawiedliwiać.
Influencerka postanowiła nie czekać na dalszy rozwój wydarzeń. Następnego ranka, po przygotowaniu dzieci do szkoły, zabrała paszport oraz prawo jazdy i sama udała się na komisariat na Koh Lancie.
Na miejscu miała pokazać funkcjonariuszom nagranie i wyjaśnić, co dokładnie się wydarzyło. Według jej relacji materiał został następnie usunięty.
Wzięła odpowiedzialność za swoje zachowanie
Clarke nie próbowała przedstawiać sytuacji jako nieporozumienia. W swoich wypowiedziach podkreślała, że bezpieczeństwo na drodze powinno być najważniejsze, a ona sama przekroczyła granicę.
Zwróciła się również do swoich obserwatorów z przeprosinami. Przyznała, że czasami człowiek może potraktować pewne zachowanie jako żart, a dopiero później zrozumieć, że było ono nieodpowiedzialne.
Kobieta zadeklarowała także, że zamierza poczekać na decyzję służb i zaakceptować konsekwencje swojego postępowania.
Życie rodziny na Koh Lancie
Dominika Clarke od ponad dwóch lat mieszka z rodziną na tajskiej wyspie Koh Lanta. Jej życie, codzienne obowiązki oraz wychowywanie licznej rodziny regularnie pojawiają się w mediach społecznościowych.
Tym razem jedno z opublikowanych nagrań przyniosło jednak znacznie poważniejsze konsekwencje niż zwykłe komentarze internautów. Clarke zdecydowała się osobiście wyjaśnić sprawę na komisariacie i publicznie przyznać, że popełniła błąd.
Cała sytuacja pokazuje również, jak szybko publikowane w internecie materiały mogą zwrócić uwagę innych osób i doprowadzić do realnych konsekwencji. W przypadku Clarke sprawa zakończyła się deklaracją przyjęcia odpowiedzialności i oczekiwaniem na decyzję tajskich służb.